Fiński skipper Ari Huusela przekroczył linię mety Vendée Globe 2020-2021 w piątek 5 marca rano o 08 35 46 UTC. Ostatnie mile żeglował w wiosennym porannym słońcu, przy lekkich wiatrach i po gładkim jak lustro morzu.  Ukończył regaty na 25. miejscu w samotnym wyścigu non stop wokół ziemi. To było jego największe marzenie w wyścigach oceanicznych, które zajmowało prawie cały jego wolny czas przez ostatnie 22 lata! Ari Huusela, to pierwszy fiński i pierwszy w historii sternik ze Skandynawii, który przekroczył linię mety Vendée Globe.

9th Vendée Globe zakończony

Huusela potrzebował 116 dni, 18 godzin 15 minut i 46 sekund na pokonanie całej trasy. Do Les Sables d’Olonne dopłynął 36 dni po zwycięzcach: Yannicku Bestavenie i Charliem Dalinie, zamykając ostatecznie linię mety całych regat.

Skandynawski bohater

Ari Huusela, inżynier utrzymania ruchu lotniczego, został zawodowym pilotem i zapalonym amatorem wyścigów oceanicznych w 1999 roku. Wtedy po raz pierwszy ścigał się po Atlantyku w maleńkim Mini650. Teraz Huusela zostaje pierwszym kapitanem ze skandynawskiego kraju, który wystartował i ukończył Vendée Globe.

Można być ostatnim, który ukończył metę jako 25. z rekordowej w historii listy 33 zgłoszonych samotników. Ale jak każdy z tych śmiałków, którzy dopłynęli do mety, może czuć się zwycięzcą. Pokonanie trasy najtrudniejszego wyścigu żeglarskiego świata w samotnej żegludze i bez zawijania do portu, jest już samym w sobie ekstremalnym wyczynem sportowym.

Emocjonalne powitanie

Fiński skipper zaskarbił sobie ogromne, pełne szacunku uznanie za podążanie za swoimi marzeniami. Zasłynął niezwykle profesjonalnym podejściem do przestrzegania zasad bezpieczeństwa na wodzie. Dodajmy do tego jego pełen swobody i bezpośredniości sposób komunikowania się, a nikogo nie mogło dziwić niezwykle emocjonalne i serdeczne powitanie w Les Sables d’Olonne.

„Płakałem przez większość ostatniej nocy, tak długo o tym myślałem. Jestem bardzo wdzięczny mojemu zespołowi. Bez nich nie byłoby mnie tutaj. I Alexa Thomsona, który jako pierwszy mnie popchnął i bardzo pomógł mi w przygotowaniach do rozpoczęcia projektu. A to dzisiejsze powitanie jest tak wzruszające. Byłem na wszystkich startach w tym wyścigu od 1996 roku. Dzisiejsze zakończenie spotkania z tymi wszystkimi ludźmi na morzu i teraz na lądzie, jest po prostu niesamowite. Jestem bardzo szczęśliwy, że Les Sables d´Olonne i region Vendée organizują ten wyścig. Zobaczyć tych wszystkich miłych ludzi z Les Sables d´Olonne opiekujących się nami i powrót tutaj dziś rano, jest po prostu cudownym uczuciem”.

Nadając przekaz radiowy kilka dni przed swoim przybyciem, Huusela ponownie potwierdził, że jego jedynym głównym celem jest zawsze tylko finisz, dotarcie do celu. Nawet, gdyby zajął ostatnią pozycję, to go zupełnie nie obchodziło.

I chociaż szybko zbudował swoją reputację „super szczęśliwego żeglarza” wyścigu, miał również trudne chwile, szczególnie pokonując Atlantyk w najtrudniejszych warunkach w ostatniej części trasy.

Vendée Globe – najtrudniejszy wyścig w żeglarskim świecie

Nawet, jak ktoś ma małe pojęcie o regatach żeglarskich, musi sobie zdawać sprawę z ekstremalnych warunków takiego wyścigu. Żeglowanie samotnie po najtrudniejszych akwenach oceanicznych, bez zawijania do portu, ponad 3 miesiące bezustannej żeglugi działa na wyobraźnię. Ale co ciekawe, większość z jego uczestników najbardziej obawia się ostatnich finiszowych mil. Jak historia uczy, to na nich właśnie dochodziło do najdramatyczniejszych momentów. Wywrotki, połamania masztów, niebezpieczne awarie techniczne, a także zderzenia z innymi jednostkami pływającymi, których jest na tej trasie bez liku, było udziałem bardzo wielu edycji. Przyczyną tego jest niezwykłe położenie mety w głębi zatoki Biskajskiej w Les Sables d’Olonne. 

„Zimą niże, które tworzą się na wschodnim wybrzeżu USA lub u wybrzeży Kanady, a następnie przesuwają w kierunku Azorów, mogą być głębokie i następować po sobie regularnie, co 36 do 48 godzin między dwoma frontowymi pasażami” – wyjaśnia Christian Dumard, konsultant ds. Pogody w Vendée Globe. „A kluczową rzeczą jest to, że to szybkie następstwo niżów generuje szczątkową falę na Północnym Atlantyku. Wysokość fal może być podobna do tych, jakie występują na głębokim południu. Na skraju szelfu kontynentalnego głębokość morza gwałtownie maleje z kilku tysięcy do kilkuset metrów. To podniesienie się dna tworzy niebezpieczne morza. To samo mamy na południu Nowej Zelandii i przy podejściu do Przylądka Horn” – kontynuuje Dumard. „Problem w tym, że kiedy jachty wpływają do Zatoki Biskajskiej, nie ma wyjścia. To jest taki lejek, a jego końcem jest Les Sables d’Olonne. Trzeba to pokonać”.  

Również w ostatniej edycji nie zabrakło dramatu na ostatnich metrach wyścigu. Najbardziej spektakularnym tego typu wydarzeniem było w tym roku zderzenie Borisa Hermanna z hiszpańską łodzią rybacką 90 mil od mety. Płynący na trzecim miejscu niemiecki żeglarz miał wtedy szanse nawet na wygranie całego wyścigu. Wypadek pogrzebał jego nadzieję, ale na szczęście nie zakończył się dla niego w sposób tragiczny.

Tekst na podstawie materiałów prasowych Stanisław Iwiński, zdjęcia materiały prasowe/Jean-Louis Carli/Alea #VG2020