Tomasz Chamera objął stery w Polskim Związku Żeglarskim po Sejmiku w 2017. Wcześniej był Dyrektorem Sportowym i doświadczył sukcesu w postaci trzech medali olimpijskich polskich żeglarzy. Jest aktualnym wiceprezydentem World Sailing, światowej federacji żeglarskiej. Na igrzyskach Tokyo 2020, polskie żeglarki w klasie 470 – Agnieszka Szypulec i Jolanta Ogar – zdobyły srebrny medal! Tomasz Chamera udzielił nam ekskluzywnego wywiadu.

  – Jak się czuje sternik Polskiego Związku Żeglarskiego po zdobyciu przez kobiecą załogę w klasie 470: Agnieszka Szypulec – Jolanta Ogar-Hill, srebrnego medalu olimpijskiego? Czy spadł Panu duży kamień z serca?

T.Ch. – Oczywiście, że tak. Wszyscy zdajemy sobie sprawę jak niezwykle ważny dla każdego sportu jest medal igrzysk olimpijskich. Przede wszystkim jest on jednak ważny dla głównych aktorek tego wydarzenia, czyli dla Agnieszki, Joli oraz ich trenera Zdzisława Staniula. Niezwykle gratuluję im tego sukcesu. 

– Czy zdobyty medal ma duże znaczenie dla dalszej pracy szkoleniowej w PZŻ i jak zamierzacie go zdyskontować?

T.Ch. – Z perspektywy Polskiego Związku Żeglarskiego, co więcej całego żeglarstwa, jest to niezwykle ważne, bo z medalami zwykle łączą się środki finansowe niezwykle ważne dla naszej działalności. Mając odpowiednie środki, którymi staramy się rozsądnie zarządzać, co więcej inwestować, dbamy o rozwój naszego sportu. Medaliści olimpijscy  są zawsze źródłem inspiracji, mam nadzieję, że będzie tak i tym razem. Liczę, że dzięki sukcesowi Agnieszki i Joli coraz więcej młodych zawodników będzie chciało pójść w ich ślady, aby w przyszłości również powalczyć o kolejne medale. Dzięki temu liczba żeglarzy będzie coraz większa. Dla mnie jest to szczególnie ważny moment. Jako trener główny i dyrektor sportowy poznałem już smak 3 medali minionych igrzysk, ale jako Prezes Związku nie doświadczyłem jeszcze takiego uczucia. Jest to szczególnie dla mnie ważne, bo staraliśmy się stworzyć naszym zawodnikom i trenerom jak najlepsze warunki do tego, żeby o te medale powalczyli.

– Odkąd został Pan Prezesem PZŻ daje się zauważyć zmianę pokoleniową w związku, szczególnie w pionie sportowym. Czy był to zabieg świadomy, czy po prostu wynikał z ogólnych zmian osobowych, po Sejmiku i objęciu przez Pana sterów?

T.Ch. – Można przyjąć, że wybory w 2017 roku, czy też raczej ich wynik, potwierdziły kierunek rozwoju Związku obrany przez naszą społeczność. Była to kwestia nie tylko zmiany pokoleniowej, ale transformacji kierunkowej i sposobu zarządzania związkiem. Absolutnie daleki tutaj jestem od krytykowania poprzedników, jednak z pewnością mieliśmy odmienne poglądy na to, jak PZŻ będzie wyglądał w przyszłości. Ze swojej strony realizuję deklaracje, które przedstawiałem społeczności żeglarskiej. Staram się dobierać do współpracy jak najwięcej osób, które wiele dobrego wniosły do polskiego żeglarstwa. Zakładam, że nasi współpracownicy swoją wiedzę i doświadczenie będą przekazywali na kolejne pokolenia zawodników. Skład ekipy olimpijskiej, a przede wszystkim zespołu zarządzającego, jak również zespół kluczowych pracowników biura Polskiego Związku Żeglarskiego uważam za swego rodzaju sukces. Te osoby współuczestniczyły w przygotowaniu podstaw pod ten medal. 

– Niestety musimy zapytać, ale jak Pan ocenia start naszych zawodników w igrzyskach? Czy oczekiwaliście więcej, czy też podchodziliście bardziej realistycznie, nie pompując tzw. „balonika”?

T.Ch. – Statystyki działały na naszą niekorzyść, od blisko 4 lat nie mogliśmy pochwalić się medalami mistrzostw świata w konkurencjach olimpijskich. Tak więc stawianie nas w roli multimedalistów (nawet przez nas samych), z pewnością byłoby rzeczywiście niepotrzebnym pompowaniem przysłowiowego „balonika”. Nie ukrywam, że liczyłem na zawodników, przynajmniej 4 konkurencji, którzy regularnie pokazywali, że są w stanie ścigać się, walczyć i być blisko miejsc medalowych. 

– Nawiązując do poprzedniego pytania, czy był ktoś kto zawiódł oczekiwania, być może nie spełnił się w roli olimpijczyka?

T.Ch. – Absolutnie nie mogę powiedzieć, żeby ktokolwiek zawiódł. Co więcej, jestem dumny z całej naszej reprezentacji mimo tego, że nie wszystkim dane było stanąć na podium. Jestem pewien, bo osobiście widziałem, że każdy z naszych zawodników dołożył nie tylko wszelkich starań, ale wniósł maksimum umiejętności w zakresie miejsca, które zajął w tych igrzyskach. Nie było centymetrów odpuszczenia, momentu zawahania, chwili rezygnacji, przytrafiały się po prostu zwykłe sportowe błędy. Pokazaliśmy to, co umiemy w tym momencie najlepiej, na jakim jesteśmy poziomie. Przede wszystkim chciałbym podziękować całej naszej reprezentacji, bo wiem, że pokazała hart ducha, wolę walki z całego serca dla Polski, dla siebie samych i dla całego naszego żeglarstwa.

– Czy jak spojrzy Pan na gorąco na przebieg regat i wyniki naszych żeglarzy, a mógł cofnąć czas, czy zmieniłby Pan coś w założonych przygotowaniach?

T.Ch. – W przygotowaniach do igrzysk nie zmienilibyśmy niczego. Zresztą co tu dużo mówić, ostatnie 1,5 roku stało pod znakiem nie tego co chcielibyśmy robić, tylko na co pozwalała nam sytuacja pandemiczna. Nie jest też tajemnicą, że mieliśmy plagę nieszczęśliwych wydarzeń i kontuzji związanych z reprezentacją, która wystartowała w igrzyskach, za które nie można nikogo winić. Po prostu były to zdarzenia, na które nikt z nas nie miał wpływu. Niestety finalnie, pewnie nieco obniżyły możliwości naszych zawodników. Są sytuacje losowe i chciałbym, żeby udało się nam w przyszłości ich uniknąć.

– Igrzyska się skończyły i co teraz? Czy wszyscy udajecie się na wakacje, czy też „z biegu” ruszacie do pracy nad przygotowaniami do Olimpiady Paryż 2024?

T.Ch. – Na pewno będą chwilę refleksji i niezbędnego odpoczynku. Cały zespół pracował bardzo ciężko. Niezbędne jest naładowanie przysłowiowych akumulatorów, aby zawodnicy i zespół szkoleniowy byli w stanie podjąć wyzwania przed  przygotowaniem do kolejnych igrzysk. Przed nami dużo wyzwań, zatem chwila odpoczynku i dalej do pracy.

– Wiemy, że następne igrzyska w dyscyplinie żeglarskiej będę skrajnie różne od dotychczasowych, chociażby ze względu na nowe klasy. Czy myśleliście nad nowymi wyzwaniami? 

T.Ch. – Mamy o rok krótsze przygotowania do kolejnych igrzysk w Paryżu. My żeglarze wiemy już, że będziemy ścigać się w Marsylii, więc czasu nie pozostało dużo. Spodziewam się, że część naszych zawodników startujących w Tokio stoi przed wyzwaniem podjęcia finalnych decyzji odnośnie swojej dalszej kariery, w zakresie kontynuowania uprawiania sportu. Z pewnością przed nami zmiana pokoleniowa. Mamy też nowe konkurencje, które nie wystartowały w Tokio, natomiast znajdują się w programie Igrzysk w Paryżu.

– Czy w związku z tym będzie rewolucja w zespole szkoleniowym, czy też oprzecie się na sprawdzonym teamie dotychczasowych trenerów?

T.Ch. – Jest to pytanie do dyrektora sportowego Dominika Życkiego. Cieszy mnie, że przekonałem Dominika, aby wreszcie uwierzył w siebie i zaczął pracować na swoje nazwisko, co zresztą skutecznie realizuje. To on jest szefem naszej reprezentacji i po jego stronie  będzie przygotowanie szczegółowej analizy startu w igrzyskach, wdrożenia wniosków i rozwiązania pod kątem poprowadzenia kolejnej kampanii. Nie wiem, jakie plany będą mieli trenerzy, którzy współpracują z Polskim Związkiem Żeglarskim.  Z zadowoleniem stwierdzam, że nie mamy żadnych sytuacji kontrowersyjnych, które mogłyby zaszkodzić naszym dalszym działaniom.

– Tym razem cykl przygotowań będzie krótszy o jeden rok. Czego powinniśmy życzyć dla całego teamu sportowego? Czego także oczekuje Polski Związek Żeglarski? Czy w myśl znanego powiedzenia: „apetyt rośnie w miarę jedzenia”, możemy spodziewać się przynajmniej podobnych sukcesów?

T.Ch. – Idąc z hasłem wyborczym do wyboru na stanowisko Prezesa Polskiego Związku Żeglarskiego zakładałem, życzyłem sobie, a nawet w pewnym sensie zobowiązywałem się, że jako polscy żeglarze będziemy z każdych igrzysk wracali przynajmniej z jednym medalem olimpijskim (w ostatnich kilkunastu latach zdarzało się nam to w co drugich startach). Akurat teraz wypadały te „drugie” (śmiech). Zakładam, że stabilizacja nastąpi i rzeczywiście z każdych igrzysk będziemy wracali „z tarczą”. Czego byśmy sobie życzyli? Przede wszystkim braku wspomnianych kontuzji. Znamy wyzwania wobec nowych konkurencji, w których czynnik bezpieczeństwa będzie dominujący. Życzyłbym sobie, aby nastawienie zarówno naszych sympatyków, kibiców, jak i wszystkich tych partnerów, którzy do tej pory nam pomagają, począwszy od Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, Polskiego Komitetu Olimpijskiego, czy też naszych sponsorów, było przynajmniej tak dobre jak do tej pory. Udowodniliśmy, że warto w nas wierzyć i wspomagać nasze działania. My staramy się zrewanżować naszymi wynikami sportowymi i godną postawą.

Właśnie za takie podejście, którego doświadczyliśmy tutaj podczas kampanii Tokyo 2020, chciałbym, przede wszystkim wyżej wymienionym, bardzo gorąco podziękować. 

Nie mogę też zapomnieć o szczególnych podziękowaniach: dla moich współpracowników z Polskiego Związku Żeglarskiego, działaczy klubów i okręgowych związków żeglarskich, których członkami są nasi olimpijczycy, samorządów, które ich wspomagają i oczywiście, rodzin będących z naszymi zawodnikami na dobre i na złe. 

Szczególne podziękowania kieruję do mojej ukochanej Mileny, która najlepiej wie, jak należy wprowadzić mnie na właściwe tory, wspomagając całym sercem realizację naszych wspólnych pasji.

Redakcja: Bardzo pięknie, dziękujemy. Jeszcze raz gratulujemy sukcesów!

Tekst Stanisław Iwiński. Zdjęcia z archiwum Tomasza Chamery/Ireneusz Kutyła/Robert Hajduk.

Zdjęcie otwierające: Tomasz Chamera i Thomas Bach/autor Tomasz Chamera.