Jimmy Spithill i jego zespół US Sail GP Team wygrali Grand Prix Range Rover France w St. Tropez. O zwycięstwie zdecydowały dobre starty drugiego dnia ścigania. 

Wszystko, co najlepsze działo się jednak pierwszego dnia regat na francuskich wodach. Niemal idealne warunki na wodzie sprawiły, że katamarany F50 gnały jak szalone. Najpierw Ben Ainslie i załoga Great Britain Sail GP rozpędzili się do prędkości 99, 02 km/godz. w pierwszym wyścigu dnia. Niedługo potem Francuzi prowadzeni przez Quentina Delapierre’a gnali już 99,94 km/godz. Niesamowite! Prawie sto kilometrów na godzinę po wodzie (a właściwie ponad wodą). To rekord prędkości serii Sail Grand Prix. Marzenia Russella Couttsa, żeby żeglarstwo przypominało Formułę 1 powoli się spełniają. 

Dwa dni rywalizacji bardzo się różniły. Najpierw było świetnie – silny wiatr (do 30 węzłów) i stosunkowo nieduże zafalowanie stworzyły niezwykłe widowisko. Dynamiczne i pełne zwrotów akcji. Drugiego dnia było spokojniej, ale wtedy właśnie decydowały się losy zwycięstwa. Po inauguracyjnych wyścigach najlepiej wyglądali Nowozelandczycy z Petrem Burlingiem za sterem. Wygrali dwa z trzech wyścigów. Byli na najwyżej w rankingu. Drugiego dnia też dobrze żeglowali. W czwartym wyścigu zajęli drugie miejsce, wygrali Amerykanie i Jimmy Spithill za sterem. Piąty wyścig przerwano, bo z powodu słabego wiatru jachty nie zmieściły się w limicie czasu. Najlepszą pozycję przed wielkim finałem mieli Kiwi, ale w Grande Finale liczy się tylko zwycięstwo. Do decydującej batalii ruszali też Amerykanie i Brytyjczycy. Tu liczyła się bezbłędna taktyka. Jimmy Spithill i reszta US Sail GP Team spisali się bez zarzutu. Peter Burling był drugi, a Ben Ainslie trzeci.

Okazja do rewanżu za dwa tygodnie w Hiszpanii! 

Tekst Paweł Paterek, zdjęcia Sail GP. 

 

Autopromocja