Trasę 12. regat Route du Rhum – Destination Guadeloupe na dystansie 3 542 Mm najszybciej pokonał Charles Caudrelier na maxi trimaranie „Maxi Edmond de Rothschild – Gitana 17”. 

Francuski skiper żeglował z St. Malo do Pointe-a-Pitre w Gwadelupie 6 dni, 19 godzin, 47 minut i 25 sekund. W ten sposób poprawił o 18 godzin i 34 minuty wyczyn Francisa Joyona z 2018 roku (7 dni, 14 godzin, 21 minut). Dokonanie francuskiego weterana oceanicznych rekordów poprawił także drugi na mecie – Francois Garbart w klasie Ultim 32/32 na trimaranie „SVR Lazartigue” (6 dni, 23 godz.). Trzeci na mecie wśród wielkich wielokadłubowców był Thomas Coville na „Sodebo Ultim 3”

Na trasie tegorocznego Route du Rhum dzieje się zbyt wiele niedobrego. Agencja AFP doniosła, że podczas powitania Charlesa Caudreliera u wybrzeży Gwadelupy wywróciła się łódź z kilkunastoma kibicami, z których dwóch zginęło. 

Na Atlantyku też jest gorąco! W przenośni i dosłownie. Wprost dantejskie sceny wydarzyły się na jednej z łodzi w klasie IMOCA.

Fabrice Amedeo skiper jachtu „Nexans – Art & Fenêtres” przeżył prawdziwy horror. Najpierw z wielkim hukiem uszkodzeniu uległ kil jego jachtu i szybko w kadłubie znalazło się dużo wody, która zalała akumulatory. Wybuch baterii i pożar na jachcie rozpoczął pasmo nieszczęść. W pierwszej kolejności padło zasilanie całej nawigacji, łącznie z autopilotem. Fabrice Amedeo skierował uszkodzoną łódź w kierunku portugalskiego Cascais. Spędzając za sterem kilka godzin. Efekty zwarcia nie ustępowały. Francuz próbował gasić pożar używając gaśnicy, ale szybko zdał sobie sprawę z faktu, że ważniejsze jest szykowanie się do opuszczenia jachtu. Zestaw ratunkowy i suchy kombinezon trzeba było użyć bardzo szybko. Pod pokładem pojawił się bowiem otwarty ogień i dużo dymu. Jacht płonął. Trzeba było uciekać. Żeglarz wskoczył do tratwy ratunkowej, ale kolejnym etapem pecha był problem z odłączeniem się od płonącej jednostki. Na szczęście francuski skiper w porę zdołał odciąć się od śmiertelnej pułapki i przez pół godziny mógł być świadkiem zagłady jachtu, który ostatecznie zatonął płonąc. Na sygnał Mayday zareagowała dwudziestoosobowa załoga statku handlowego M/V „Maersk Brida”, która podjęła rozbitka z wody i zabrała na Azory.

„Śmierć jeszcze mnie nie chciała” – napisał Fabrice Amedeo.    

Tekst Paweł Paterek, zdjęcia Route du Rhum – Destination Guadeloupe

Wcześniejsze informacje:

Wyścig Route du Rhum – od początku dużo awarii

W regatach Route du Rhum Destination Guadeloupe od początku sporo się dzieje. Kontuzja, kolizje, strata masztu i połamany osprzęt – lista kłopotów jest duża. Tylko prowadzący nie zdejmują nogi z gazu. 

Liderem wśród największych jachtów jest Charles Caudrelier na „Gitanie 17”. Od samego startu tętno podwyższali mu nie tylko goniący go rywale. Sędziowie mieli bowiem sporo wątpliwości czy momencie startu jego trimaranu nie doszło minimalnego falstartu. Caudrelier żeglował na wodach Zatoki Biskajskiej, a na lądzie trwały analizy i dyskusje w tej sprawie. 

Pierwsza doba regat przyniosła aż cztery rezygnacje. Kontuzja, kolizja, rozerwany grot i wejście na skały zdecydowały o tym, że czterech skiperów szybko wykreślono z rankingu Route du Rhum Destination Guadeloupe. Ale aż jedenastu zmuszonych zostało do krótkiego postoju w celu szybkiego usunięcia usterek. Do grona pechowców tego wyścigu dopisał się także Armel Le Cleach skiper maxi trimaranu „Banque Populaire XI”. Złamanie jednego z mieczów spowodowało nie tylko uszkodzenie głównego pływaka, też konieczność zawinięcia do Lorient w celu oszacowania problemów. 

Do Lorient musiał także skierować się skiper jachtu klasy IMOCA „Apicil” – Damien Seguiln. Na jachcie padł maszt po kolizji z frachtowcem. Na szczęście oprócz pokaźnych strat materialnych nie wydarzyło się nic gorszego. 

Wcześniejsze informacje

Wyścig Route du Rhum rozpoczęty!

Regaty samotników Route du Rhum Destination Guadeloupe wystartowały w znakomitych warunkach. Paradoksalnie warto było czekać przez trzy dni, bo początek wyścigu z Saint Malo na Gwadelupę był bardzo spektakularny. Chociaż nie obyło się bez niebezpiecznych zdarzeń. 

Dwunasty wyścig zaczął się zgodnie z nowym harmonogramem, dokładnie o godz. 14.15 w środę. Żeglarze musieli co prawda kilkadziesiąt godzin przeczekać w porcie niekorzystne warunki na Kanale La Manche i Zatoce Biskajskiej. Było jednak warto ponieważ na morzu zastali wprost wymarzoną pogodę. Słońce, południowo-zachodni wiatr o sile 11-15 węzłów i niewielkie zafalowanie były piękną scenerią regat dla rekordowej floty 138. łodzi w sześciu klasach. 

Start do transatlantyckiego wyścigu na dystansie 3542 Mm był niejako dwuetapowy. Najpierw wspólny start w sześciu sektorach, gdzie nie wszyscy zapanowali nad swoimi łodziami i sporo jachtów znalazło się na falstarcie. Żartobliwie mówiąc w ciągu kilkunastu sekund „zyskali” cztery godziny wyścigu (czytaj kary za falstart).

Już bez kpiny trzeba jednak wspomnieć o pierwszym pechowcu tych regat – 32-letnim Samie Goodchildzie, który na jachcie klasy Ocean Fifty „Leyton” doznał kontuzji spowodowanej awarią kabestanu. Z obrażeniami ramion i twarzy przetransponowany został do szpitala w Saint Malo. 

Drugi etap startu to 17-milowy przelot do boi rozprowadzających w okolicach Przylądka Frehel. W tym miejscu naturalnie najszybciej znalazły się wielkie trimarany klasy ULTIM. Liderem był skiper „Gitany 17”, Charles Caudrelier. Osiem minut później meldował się Armel Le Cleach na trimaranie „Banque Populaire XI”. Wszystkim się spieszyło. Nawet za bardzo. W klasie IMOCA doszło w tym miejscu do kolizji. Zderzyły się jachty „DMG Mori” Japończyka Kojiro Shiraishi i „Oliver Heer Ocean Racing” szwajcarskiego debiutanta Olivera Heera. Obie jednostki musiały zawrócić do portu by oszacować uszkodzenia.

Ostro! A to dopiero początek!

Tekst Paweł Paterek zdjęcia Route du Rhum Destination Guadeloupe.