Pierwsze informacje o nowej proekologicznej konstrukcji ze stoczni Four Winns, przekazane zostały nam w trakcie salonu nautycznego w Cannes. Firma zapowiedziała światową premierę łodzi na targach w Düsseldorfie, natomiast pierwsze testy zaplanowane zostały w trakcie lutowej imprezy wystawienniczej w Miami. I tam też mieliśmy możliwość spróbowania nowego bowridera z elektrycznym napędem, modelu Four Winns H2e.
Przyznam się, że z dużym zaciekawieniem i niecierpliwością oczekiwaliśmy testów nowej motorówki ze stoczni Four Winns. Elektryczne napędy są coraz częściej stosowane na łodziach motorowych. Praktycznie każda marka ma w swoich planach produkcyjnych wprowadzenie na rynek modelu z proekologicznym, czystym napędem.
Mamy już całkiem spore doświadczenie z pływania takimi konstrukcjami. Przed paroma laty testowaliśmy naszego polskiego SunCampera 30 ze stoczni Balt Yacht na Balatonie, natomiast w ubiegłym roku mieliśmy możliwość wykonania weekendowych prób na łodziach Frauschera w Austrii (zobaczcie link do artykułu).
Four Winns H2e – poszukiwanie odpowiedzi czy da się pływać na elektryku?
Zebrane doświadczenie w trakcie testów pozwala nam z czystym sumieniem odpowiedzieć na nurtujące wielu pytanie: „Czy da się pływać na elektryku?”. Nasza odpowiedź jest jak najbardziej twierdząca, „Tak da się, i to bez problemu”.
Trzeba tylko pamiętać, że nie da się pływać godzinami z „manetką do oporu”. Chcemy ostrej jazdy, to musimy pamiętać, że zasięg jest wtedy ograniczony do minimum. Jak jednak powszechnie wiadomo z licznych badań statystycznych, użytkownicy motorówek w wykorzystują pełną moc napędów do uzyskania prędkości maksymalnej w zaledwie 5 procentach! Pozostałe motogodziny wykorzystane są do przemieszczania się, co najwyżej z szybkością cruisingową (podróżną). To tyle na wstępie do opisu naszego testu Four Winns H2e.
Four Winns H2e – pierwsze wrażenie
Na pierwszy rzut oka nowy Four Winns H2e niczym nie różni się od znanych dotąd bowriderów tej marki. Nawet przyczepny silnik nie kojarzy się z innym rodzajem napędu. Na rufie mieliśmy zamontowany wizualnie typowy outboard z charakterystycznym napisem określającym jego moc. W tym przypadku było to 180. Dopiero po zajrzeniu pod podłogę można było zorientować się z czym mamy do czynienia.
Pod podłogą kokpitu schowane zostały chyba najważniejsze elementy napędu: systemy zasilania, elektronika, układy chłodzenia oraz kable. W testowanym przez nas egzemplarzu mieliśmy układ podwójnych baterii o pojemności 60 kWh (w standardzie są mniejsze, 2 x 45 kWh). Baterie ułożone są centralnie, jedna za drugą. Pamiętajmy, że każda z nich waży 400 funtów (ok. 200 kg), więc bardzo ważną sprawą jest odpowiednie wyważenie łodzi.

Akumulatory zamontowane są w specjalnych wodoszczelnych skrzynkach, woda jest największym zagrożeniem dla funkcjonowania systemu. Są one chłodzone glikolem, który następnie jest schładzany wodą morską (tą samą, która chłodzi silnik) w specjalnym wymienniku.
We wnętrzu jest sporo miejsca, ale tym nie różni się, jak już wspomniałem, od tradycyjnych konstrukcji napędzanych silnikami spalinowymi.
Four Winns H2e – wypływamy na wodę
Testy w Miami nie są według mnie najszczęśliwszym pomysłem. Aby wypłynąć na wolną przestrzeń, na której możemy pływać bez ograniczeń, trzeba pokonać kilka mil z bardzo wolną prędkością. Nie wolno tworzyć fal. Dla nas jednak było to bardzo wygodne, bo mogliśmy dobrze zaobserwować różnice zasięgu łodzi w zależności od prędkości podróżowania.
Przez długi czas płyniemy z prędkością około 6 – 8 mph. Według wskazań zegarów, możemy w ten sposób pokonać nawet 80 mil. Dopiero po wyjściu na bardziej otwarte wody z falami, okazuje się, że powodują one zmniejszenie zasięgu. Niemniej wciąż mamy zapas na wielogodzinne pływanie.
Nasi gospodarze w testach stoczniowych uzyskiwali podobne rezultaty. Z pomiarów wyszło im, że płynąc ze średnią prędkością 25 mph, zapas mocy wystarczy na 1,15 godziny pływania. Natomiast przy niższej prędkości, około 20 mph, zasięg wzrasta do około 1,45 godziny. Płynąc z minimalną prędkością podróżną 5 mph, starczy nam energii nawet na 30 godzin.
Four Winns H2e – trochę szaleństwa na wodzie
Po wypłynięciu na akwen bez ograniczeń szybkościowych, z premedytacją korzystamy z wszystkich możliwości 180-konnego napędu. Silnik elektryczny osiągający nawet 8000 obr./min pozwala na niesłychanie dynamiczną jazdę. Gwałtowne wciśnięcie manetki do oporu powoduje niesłychane przyspieszenie jazdy, aż wciska nas w fotelu niczym w sportowym bolidzie lądowym. Ślizg następuje błyskawicznie, a osiągnięcie maksymalnej szybkości, prawie 40 mph, zajmuje kilka sekund. Jedynie zasięg i zasób energii spadają błyskawicznie, co doskonale widać na elektronicznych wskaźnikach i zegarach. Nawiasem mówiąc, urządzeń dedykowanych specjalnie do tego modelu.
Warto też zwrócić uwagę, że płynąc z maksymalną prędkością wcale nie poruszmy się bezgłośnie. Z przekładni czy też silnika dochodzi nieprzyjemny świst, choć z pewnością nie jest on tak donośny jak hałas silnika spalinowego.
Four Winns H2e – podsumowanie
Do portu wracamy po prawie 1,5 godzinnych próbach, a jak wynika ze wskaźników wciąż mamy około 50 procent zapasu energii w bateriach. Wydaje się więc, że na nasze ciągłe pytania o to czy da się pływa na elektrykach, możemy odpowiedzieć twierdząco, tak jak w przypadku naszych wcześniejszych doświadczeń.
Również na ślizgowych motorówkach sprawdzą się tego typu silniki. Oczywiście pod jednym warunkiem: w marinie będziemy mieli możliwość podładowania baterii. W przypadku testowanego Four Winns’a jest dosyć łatwe zadanie. Mając zasilanie 240 V uda nam się naładować akumulatory w około 8 godzin.
Myślę jednak, że tego typu otwarte bowridery dużo lepiej sprawdzą się na wodach zamkniętych, jeziorach czy rzekach. Na morzu, szczególnie gdy jest fala przyjemność pływania jest raczej „iluzoryczna”.
Four Winns H2e – porównanie cenowe
Na załączonych zdjęciach przedstawiamy porównanie cenowe kilku różnych modeli łodzi z napędem elektrycznym. Four Winns H2e wyceniony został na około 189 tys. $ i jak widać jest to cena dosyć konkurencyjna.
Więcej o autorach napędu:
Alexandre Mongeon
Alexandre Mongeon jest założycielem i dyrektorem generalnym Vision Marine Technologies, spółki notowanej na giełdzie Nasdaq, która specjalizuje się w elektrycznych technologiach morskich. Jako żeglarz i regatowiec, Mongeon wnosi do swojej roli pasję do branży i wykorzystuje swoje doświadczenie jako elektryk, aby nadzorować integrację i zastosowanie serii E-Motion Electric Powertrain firmy Vision Marine. Dzięki przyszłościowemu podejściu Mongeon dąży do zrewolucjonizowania rynku morskiego napędu elektrycznego.
Dodajmy jeszcze, że aktualny rekord prędkości jachtów motorowych z napędem elektrycznym należy do konstrukcji napędzanej właśnie opisywanym wyżej silnikiem. Prezentowaliśmy to w publikacji pod tym linkiem.
Tekst Stanisław Iwiński. Zdjęcia autor i materiały firmowe.































