Dla wielu ludzi posiadanie dzieci, szczególnie małych, wydaje się być przeszkodą w aktywnym uprawianiu żeglarstwa morskiego. Sam, mimo, że mój Tato był opływanym sternikiem morskim i wieloletnim instruktorem żeglarstwa, na swój pierwszy rejs popłynąłem w wieku 14 lat. Ale obecnie, zarówno jako zawodowy żeglarz, jak i ojciec trójki dzieci, mam wiedzę, doświadczenie i autorytet, żeby śmiało powiedzieć: DA SIĘ! I może to sprawiać wiele satysfakcji!

Przede wszystkim dzieciom. Jeden z moich załogantów patrząc jak szczęśliwe są jego dzieci uganiające się po marinie z siatkami na kiju i garnkiem, łapiące do niego kraby, powiedział: “tak właśnie powinno wyglądać dzieciństwo!” I uważam, że miał rację.

Żeglować można z dziećmi w każdym wieku

Dzieci, które nie potrafią jeszcze chodzić, nie mają jeszcze dobrze rozwiniętego błędnika, a więc nie mają też choroby morskiej. Wystarczy zapewnić im miejsce do pełzania albo leżenia, a zniosą wszystko! A połowę rejsu prześpią w gondoli.

Dzieci w wieku 1 – 4 lat są stosunkowo największym wyzwaniem – najmniej potrafią się dostosować i mają największą pasję odkrywania świata, i potrzebują w zasadzie stałego nadzoru osoby dorosłej podczas płynięcia. Ale rodzice pewnie przyznają, że dzieci w tym wieku potrzebują też stałego nadzoru gdziekolwiek, więc w sumie nie robi to dużej różnicy, czyż nie? ;-). Do tego dość łatwo zasypiają od kołysania…

Nawet nieliczne dzieci, które reagują lękiem na kołysanie i przechył będą wpatrzone w was. Jeśli wy zachowujecie spokój i uśmiechacie się – nie wpadną w panikę. Będą starały się do was przytulać i mogą mieć niechęć do rozstawania się z wami na metr. Ale czas spędzony w porcie rekompensuje im na ogół z nawiązką poniesione podczas płynięcia trudy.  

Przyspieszony kurs żeglarstwa dla dzieci

Starsze dzieci na jachcie to na ogół sama radość. Zarówno żeglowanie z dziećmi po morzu, jak i stanie w porcie czy na kotwicy jest dla nich atrakcyjne, oczywiście pod warunkiem, że wciąga się je we wszelkie możliwe prace pokładowe.

Często już dwulatek świetnie potrafi wyciągać odbijacze na pokład, naprawdę! O trzymaniu końcówki liny, “żeby się nie zagięła” nie wspomnę :-). Są też odważniejsze i można się z nimi lepiej dogadywać, więc i zostawić im więcej swobody. Niestety zdarza im się mieć już chorobę morską (często głównym objawem jest senność). Mogą też mieć już własne zdanie na temat żeglowania i nie wszystkim musi się podobać. Zupełnie jak u dorosłych. Trudno. Często późniejsze zetknięcie w przedszkolu czy szkole z niepływającymi rówieśnikami zrobi z nich “prawdziwego wilka morskiego”. Daje to sporą szansę, że w następne wakacje dziecko nie będzie już pamiętało o jakimkolwiek dyskomforcie, i będzie bardzo chętne na następny rejs.

Dzieci na pokładzie – nauka przez zabawę

Wydaje wam się, że wasze dzieci zanudzą się na takim rejsie? Najprawdopodobniej nic takiego nie nastąpi. Na pierwsze rejsy braliśmy sporo gier i zabawek – na ogół były zupełnie niepotrzebne i wracały do domu nietknięte.

Rejs i jacht są same w sobie tak atrakcyjne dla dzieci, że nie potrzebują żadnych dodatkowych bodźców. Moje dzieci chętnie zasiadały okrakiem na falszburtach i udawały, że ścigają się motocyklami. Jeżeli jacht był właśnie w przechyle, to oni składali się na zakręcie. Jak był w większym przechyle, to podłoga w mesie stawała się zjeżdżalnią. Do tego są liny, kabestany (tak, skipper musi wytrzymać, że dziecko bez przerwy obraca mu korbą i kabestanem… – należy tylko wybrać młodemu człowiekowi pusty kabestan) i inny osprzęt pokładowy. Można iść na dziób – najlepiej z kimś dorosłym, a zawsze będąc przypiętym. Stamtąd można wypatrywać delfinów i wielorybów. Lub po prostu stać na oku.

Atrakcyjne jest stanie na kotwicy, kąpiele z jachtu i z lądu, nurkowanie, dopływanie z jachtu na brzeg pontonem. Jest też cała masa zabaw skipperskich, jak wciąganie na maszt, wiszenie pod bomem i bieganie po wodzie, pływanie na pontonie za jachtem. Wszystko to zrobione z rozwagą, rozsądkiem i dostosowując zabawy do warunków, ale i do wieku oraz możliwości dzieci, skutecznie uatrakcyjnia wyjazd.

Podstawowa zasada – bezpieczeństwo na pokładzie

Tu wypada wtrącić parę słów o bezpieczeństwie podczas żeglowania z dziećmi. Środowisko jachtowe jest dla nich na tyle nowe, że chętnie dostosowują się do nowych “zasad”, które na jachcie panują. Więc po pierwsze, trzeba mieć dopasowane do ich wzrostu i wagi kamizelki. Mogą to być kamizelki pneumatyczne, ale zawsze brałbym też takie bardziej tradycyjne – w ciepłych wodach można w nich pływać, a jak jest zimniej to grzeją. Do kamizelek pas asekuracyjny (czyli taka taśma z karabińczykami po obu stronach). Dobrze byłoby tak dobrać karabińczyki, żeby pięciolatek sam potrafił je obsłużyć.

Kamizelki zakładamy zawsze przed wyjściem z kokpitu, ale również w pontonie i na pomoście (moje dzieci zaliczyły dwie nieplanowane kąpiele – jedna właśnie z pomostu, druga z trapu; z jachtu nie spadł nikt…). Uczymy dzieci zasady, że jedna ręka dla jachtu i przypinania się. Bardzo pomocne dla kształtowania dobrych nawyków jest rozpięcie lifeliny nawet przy dobrej pogodzie.

Kolejne dwa miejsca na jachcie wymagające szczególnej uwagi to zejściówka i kuchenka na kardanie. Stopnie zejściówki należy pokonywać przodem do stopni. Niestety mało które dziecko przyswaja sobie tą wiadomość od razu, i spadnięcia są dość powszechne. Kuchenka na kardanie sprawia, że dziecko opierając się o nią może wylać sobie na głowę zawartość garnka. Tego miejsca należy po prostu pilnować podczas gotowania, a jeżeli nie ma przechyłu należy zablokować możliwość kiwania się kuchenki.

Jeżeli chodzi o siatkę na sztormrealingu, to służy ona bardziej dobremu samopoczuciu rodziców świadomych, że zadbali o bezpieczeństwo swoich dzieci. Pływałem z dziećmi z siatką i bez siatki, i nie miałem sytuacji, żeby siatka uratowała dziecko przed wypadnięciem. Po prostu poza kokpitem dzieci na ogół były w kamizelce i przypięte, a jak wychylały się z jachtu, żeby obejrzeć np. delfiny, to i tak wychylały się górą…

Rejs z dziećmi – jaki, dokąd?

Oczywiście jak wszystko, tak i rejs trzeba dostosować do dzieci. Nie brałbym dzieci na rejs młodzieżowy “studencki”, który może okazać się jedną wielką imprezą. Podobnie jak wzięcie czterolatka na regaty Fastnet nie koniecznie będzie świetnym pomysłem. Optymalny na żeglowanie z dziećmi jest rejs po ciepłych wodach w pogodnym terminie. Ciepłe wody umożliwiają kąpiele i nurkowanie. Przeloty planujemy krótkie, tak do 4h dziennie. Jeżeli już musimy gdzieś dopłynąć (np. z Kołobrzegu na Bornholm – tak, wiem, to nie są najcieplejsze wody) warto się zastanowić nad zaplanowaniem przelotu nocnego. Wprawdzie my będziemy bardziej po takim przelocie zmęczeni, ale dzieci zniosą go znacznie lepiej.

Oczywiście najlepsze są długie rejsy, a jeszcze lepiej bardzo długie na własnym jachcie. Sami najlepiej wspominamy nasz dwumiesięczny rejs rodzinny po Azorach. Jest wtedy czas na adaptację do jachtu i kołysania, zostajemy w każdym miejscu parę dni więc i po dłuższym przelocie można odpocząć. Choroba morska mija najdalej po dwóch tygodniach (oczywiście, są wyjątki, ale częściej wśród dorosłych). Po jakimś czasie żeglowanie staje się czymś tak oczywistym i normalnym, że niektórzy postanawiają przeprowadzić się na jacht wychowywać na nim dzieci. Spotkaliśmy wiele takich rodzin. Rekordzistą był jacht “Piccolo”(?) – kecz ok. 16m, a na pokładzie rodzice, siódemka dzieci i pies… Ale takie żeglowanie to już zupełnie inna historia.

Dodajmy na koniec, powyższe rady dotyczą nie tylko żeglowania z dziećmi na jachtach żaglowych, ale i na wszystkich innych jednostkach pływających. Baczną uwagę należy zwracać na bezpieczeństwo dzieci na jachtach motorowych, szczególnie na tych szybkich ślizgowych motorówkach.

Tekst kpt. Bolek Muszyński, zdjęcia kpt. Bolek Muszyński/Marta Muszyńska/Stanisław Iwiński

 

Autopromocja