Maxus 34, swoją oficjalną premierę miał na ubiegłorocznym Polboat Yachting Festival Gdynia 2021. Tam też odniósł swój pierwszy sukces, został uznany Najciekawszym Jachtem Żaglowym w konkursie „GDYNIA POLBOAT AWARD – nagroda Prezydenta Miasta Gdyni”. Jak podkreśliło jury, jacht wyróżniał się zarówno nowoczesnym designem, jak i właściwościami nautycznymi. 

Projekt Maxusa 34 był najdłużej przygotowywanym w historii stoczni Northman; jego opracowanie zajęło prawie 2 lata. Oczywiście duży wpływ miała na to pandemia Covid-19, ale tak długi cykl był jednocześnie całkowicie zamierzony. W założeniach Maxus 34 miał być nie tylko nowym jachtem flagowym stoczni, ale przede wszystkim reprezentować sobą to co najlepsze można zastosować na 34-stopowej jednostce żaglowej. Ma być jachtem zupełnie z „wyższej półki”, komfortowy, wygodny, z perfekcyjnie zaplanowaną ergonomią zabudowy i z wykorzystaniem najlepszych materiałów.

Dodajmy, że kadłub nowego jachtu ze stoczni Northman, został również pomyślany jako baza do opracowania modelu Maxusa 35, jachtu do pływania pełnomorskiego i oceanicznego.

Maxus 34 – idea projektu

Stocznia Northman z Węgorzewa jest jednym z najciekawszych i najlepiej rozwijających się zakładów produkcyjnych w polskim przemyśle jachtowym. W żadnym modelu nie pozwalano sobie na pójście na przysłowiową „łatwiznę”.  Najlepszym dowodem jest liczna flota maxusów pływająca nie tylko po polskich jeziorach, ale i po wielu popularnych akwenach zagranicznych. Przypomnę także, że dotychczasowy żaglowy „flagowiec” stoczni, Maxus 33.1RS, do dzisiaj nosi zaszczytny tytuł „Króla Mazur”, przyznany przez dziennikarzy miesięcznika „Żagle” w testach porównawczych.  

Właściwa polityka rozwoju stoczni to przede wszystkim stawianie właśnie na wysoką jakość wychodzących produktów. Doskonałym pomysłem pozwalającym realizować te ważne cele, było zdobycie funduszy i uruchomienie własnego Ośrodka Badawczo-Rozwojowego, świetnie wyposażonego w najlepsze maszyny i urządzenia. Pozwala to na zastosowanie w procesach produkcyjnych najnowszych technologii we własnym zakładzie, bez oglądania się na poddostawców i kooperantów. Praktycznie każda część czy element nowych jachtów, powstaje na miejscu w Węgorzewie. W ten sposób o wiele łatwiej dbać o kontrolę wysokiej jakości powstających jachtów. Dodajmy do tego fachowe i stabilne (o co dosyć trudno w obecnych czasach) zatrudnienie pracowników oraz współpracę z najlepszymi polskimi projektantami.

Prawie wszystkie jachty ze stoczni Northman zostały zaprojektowane przez wspaniałego fachowca, a przy tym świetnego żeglarza, Jacka Daszkiewicza. Również nowy Maxus 34 jest jego „dziełem”, tym razem opracowanym razem z innym „jachtowym wizjonerem” Krzysztofem Smagą, oraz dodajmy jednak, przy czynnym udziale zespołu projektowego stoczni Northman.

Od wielu lat mamy możliwość obserwowania rozwoju stoczni z bezpośredniej bliskości i z czystym sumieniem możemy zaświadczyć o właściwie wybranym kierunku rozwoju. Jednak najlepiej o tym świadczy doskonała opinia klientów stoczni, zarówno krajowych jak i zagranicznych.

Maxus 34 – design i wygląd zewnętrzny

Kadłub nowego Maxusa 34 od razu powstawał jako jednostka do pływania zarówno po wodach osłoniętych jak i po morzach, a nawet oceanach. Na początek powstał model certyfikowany do kategorii projektowej „B” i „C”, w wersjach z mieczem obrotowym lub szybrowym. Ale na jego bazie (ten sam kadłub) przygotowywany jest model Maxusa 35 z kilem, który będzie klasyfikowany do kategorii „A”, czyli pełnej klasy oceanicznej. Kto wie, może Szymon Kuczyński powtórzy swój dookoła ziemski wyczyn na kolejnym Maxusie?

Jeśli jednak chodzi o wygląd zewnętrzny, to praktycznie wszystkie wersje są, na pierwszy rzut oka, nie do odróżnienia od siebie. Co więcej, dla osób takich jak my, mających wiele do czynienia z jachtami na co dzień, w designie i wyglądzie zewnętrznym modeli ze stoczni Northman, można doszukać się widocznego tzw. “DNA” projektanta. Tak było z poprzednimi modelami “maxusów“, tak jest teraz z nowymi jednostkami opracowanymi przez D&S Yacht Design. Proszę zwrócić uwagę na poprowadzone linie projektowe, zastosowaną kolorystykę czy dobór elementów zabudowy pokładów. To bardzo ważna cecha, szczególnie dobrze wykorzystywana w procesie marketingowym przez stocznię.

Podsumowując naszą opinię, warto podkreślić zastosowanie w wyglądzie zewnętrznym Maxusa 34, nowoczesne i zgodne z panującymi trendami światowymi linie kadłuba oraz zabudowy pokładu. Jacht jest więc maksymalnie „pękaty” – aby zapewnić maksimum komfortu we wnętrzu, a jednocześnie budzi zaufanie odpowiednio ukształtowaną częścią podwodną z łamanym poszyciem, która pozwala na osiąganie jak najlepszych parametrów nautycznych. Jak ewoluuje myśl projektancka i jakie możliwości dają nowe narzędzia oraz materiały, pokazują specjalne rysunki porównawcze. Kadłub Maxusa 33, będący zaledwie 1 stopę krótszy od swojego następcy, mieści się swobodnie we wnętrzu Maxusa 34!

Maxus 34 – na pokładzie

Nowy Maxus 34 ma długość w zależności od wersji od: 10,68 m (bez platformy rufowej) do 11,33 m (ze stałą platformą) i 11,55 m (z opuszczaną platformą) długości. Dziób zakończony jest małym pokładzikiem tzw. „kaczym dziobem”, pod którym ma swoje miejsce kotwica. Doskonałe rozwiązanie, w odróżnieniu od często stosowanych na innych jachtach kotwic mocowanych do czoła. O wiele bezpieczniej jest to rozwiązane na Maxusie 34.

Na rufie, tak jak już w/w, możemy mieć jacht w trzech wersjach: bez platformy (ekonomiczne), z platformą stałą (rozwiązanie polecane do czarterów – trudno „zepsuć” przez użytkowników) lub (najwygodniejsze) z platformą opuszczaną przez system z użyciem małej talii linowej. Mamy wtedy najbardziej komfortowe dla całej załogi rozwiązanie, szczególnie wygodne na postoju na kotwicy.

Pokład jest zabudowany w sposób najbardziej ergonomiczny i bezpieczny. Poprowadzony jest absolutnie płasko, bez żadnych stopni czy też przeszkód. Przejścia na dziób i rufę zabezpieczone są solidnymi relingami burtowymi oraz dodatkowo „handrelingami” mocowanymi do dachu nadbudówki. Linie samej nadbudówki zostały zaprojektowane w sposób bardzo płynny, z przednią częścią dosyć płasko łączącą się z pokładem dziobowym. Na uwagę zasługuje dobór kontrastowych kolorów dla podkreślenia oryginalnego wyglądu. Warto też dodać, że wszystkie otwory okienne wykonane są ze specjalnie hartowanego szkła, nie ma tam miejsca dla pospolitego „pleksi” czy innego materiału sztucznego.

Najbardziej rozbudowany jest oczywiście pokład rufowy, służący do codziennego przebywania załogi w trakcie rejsu. Czasy rumpla czy też pojedynczego koła sterowego bezpowrotnie minęły. Dzisiaj jachty już mniejszej niż 34 stopy długości służące do pływania tylko po jeziorach, jeśli chcą dotrzymać tempa trendom muszą posiadać dwie sterówki. Oczywiście jest to rozwiązanie o wiele wygodniejsze do żeglowania, ale jednocześnie droższe do wykonania. Ponieważ jednak w Maxusie 34 postawiono na uzyskanie jak największego komfortu i „jakości” prowadzenia jachtu, ma on dwa koła sterowe z bogato wyposażonymi konsolami sterowniczymi. Dodajmy, że sterociągi obsługiwane są przez systemy hydrauliczne bądź opcjonalnie systemy sterociągów na rolkach. Do sterówek mogą być doprowadzone szoty wraz z niezbędnymi do tego kabestanami.

Tuż przed sterówkami mamy właściwy kokpit z dwoma rzędami kanap oraz składanym stolikiem pomiędzy nimi. Nad tylną częścią można rozwinąć składane „bimini” (opcja), natomiast przód kokpitu rufowego i zejściówka mogą być osłonięte „szprycbudą” (opcja). Po obu stronach zejściówki zamontowane są standardowo 2 kabestany oraz system „stopblockerów” do obsługi fałów i regulacji. Wszystkie liny doprowadzone do tego miejsca schowane są w specjalnych tunelach pod daszkiem nadbudówki. Jacht w wersji podstawowej wyposażony jest w fok samohalsujący, a fok standardowy bądź genua wymagają domówienia dwóch opcjonalnych kabestanów w kokpicie, które są montowane w dedykowanych miejscach. Polecamy jednak zamówienie 4 dodatkowych kabestanów, tak jak mieliśmy w wersji testowej. Jedną parę na burtach za plecami kanapy i jedną parę tuż przed sterówkami.

Natomiast w wersji z prowadzeniem szotów grota przez wózki na prowadnicy montowanej w kokpicie wystarczy jedna para. Pod kanapami mamy dużo obszernych bakist do chowania ruchomych części takielunku lub innych mniej czy bardziej niezbędnych elementów.

Maxus 34 – takielunek i ożaglowanie

Maxus 34 ma maszt podparty jedną parą want głównych oraz usztywniony dwoma parami salingów. Dodatkowo mamy dwie pary want kolumnowych, ale co najważniejsze, są one tak mocowane, że zupełnie nie przeszkadzają w przemieszczaniu się po pokładzie. W testowanym egzemplarzu mieliśmy oczywiście bardzo ważne urządzenie do kładzenia masztu, rzecz niezbędna na akwenach wewnętrznych. I tutaj też projektanci wykazali się dużą pomysłowością. Maszt składa się trochę jak harmonijka/wachlarz, bez potrzeby szukania miejsca, gdzie i jak zamocować bom. Mamy na rufie specjalny wysięgnik do jego podparcia po złożeniu i dodatkowy, ruchomy wspornik wstawiany w specjalny uchwyt w stoliku, na którym opiera się bom. Nie można tylko zapomnieć o poluzowaniu szotów i regulacji, naprężenia mogą doprowadzić do uszkodzenia elementów takielunku.

Standardowym przednim żaglem jest fok samohalsujący (18 m2), prowadzony na wózkach po szynie przed masztem. Dodatkowym jest fok 110 %, w zależności od wersji 22 lub 23 m2, którego szoty prowadzą przez specjalne bloczki i po prowadnicy mocowanej do półpokładów. Ożaglowanie uzupełnia grot o powierzchni 33 lub 34 m2 oraz dodatkowy genaker od topu masztu (60 lub 63 m2). Szoty grota mogą być prowadzone w tzw. „systemie niemieckim”, poprzez system bloczków mocowanych na dachu nadbudówki i dalej na kabestany przy sterniku. Tak mieliśmy to rozwiązane na testowanym jachcie i trzeba przyznać, że daje to dużo więcej wolnego miejsca w kokpicie centralnym.

Można jednak zamówić bardziej sportowy wariant z talią grota i szyną z wózkiem mocowaną do podłogi w kokpicie. Musimy się jednak liczyć, że wybór szyny będzie trochę utrudniał poruszanie się dla załogi. Do wyboru jest jeszcze rozwiązanie ze stałym punktem mocowania talii i wtedy ten problem praktycznie nie występuje. Achtersztag jest rozgałęziony i mocowany do rogów kadłuba na rufie. 

W trakcie testów wielokrotnie korzystaliśmy ze wszystkich lin regulacji, szotów czy fałów i możemy tylko pozytywnie ocenić łatwość w dostępie i ich działaniu. Widać, że autorzy projektu są żeglarzami z „krwi i kości”. Żagle przednie są rolowane, natomiast grot chowany w „laizy jacku”.  

Maxus 34 – we wnętrzu na dolnym pokładzie.

Testowany przez nas egzemplarz został wykonany wersji pełnej z trzema kajutami sypialnymi, dwiema na rufie i jedną „armatorską” na dziobie. Wygodnym, polecamy bardziej komfortową z 2 kajutami (po jednej na dziobie i rufie). W tym rozwiązaniu kabina toaletowa ma wydzielony prysznic, a w miejscu prawej kajuty rufowej jest olbrzymi schowek z dostępem od strony pokładu lub przez właz z łazienki.

Centralne miejsce na dolnym pokładzie zajmuje mesa/salon, dosyć sporych rozmiarów, jak na tę wielkość jachtu. Mamy tam oczywiście kambuz, zaraz po lewej stronie zejściówki ustawiony w małą literę „L”. Po prawej zaś wspomnianą już kabinę toaletową. Dalej są dwie kanapy wzdłuż burt, które świetnie nadają się równie jako dodatkowe spanie. Pomiędzy nimi jest skrzynka mieczowa, do której boków mocowane są składane blaty stolika. W mesie jest oczywiście miejsce na zupełnie sporo szafek kuchennych i bakist na ruchomy osprzęt. Szafek i schowków nie brakuje również w kajutach sypialnych, rzecz cenna na każdym jachcie. Bardzo podobały nam się drzwiczki do kajuty przedniej, dzielone na dwie części i otwierane wahadłowo. Drobiazg a cieszy oko!

W mesie, łazience oraz przy wejściu do kajut, zaprojektowano pełną wysokość stania. Dodajmy do tego podłogę wykonaną całkowicie na jednym poziomie, bez zbędnych stopni oraz występów i mamy zapewnione bezpieczeństwo poruszania się we wnętrzu. Kabinę dziobową cechuje dostępność w wielu różnych opcjach zabudowy. Możemy mieć wolną przestrzeń na lewej burcie, niską szafkę, wysoką szafę, bądź miejsce do siedzenia z otwieranym stolikiem i lusterkiem – co powinny szczególni docenić Panie.

Maxus 34 – na próbach wodnych

Maxus 34 podstawiony do testów był wykonany w wersji z mieczem szybrowym i morskim takielunkiem. Testy wykonywany był na jeziorze Mamry. Wydaje nam się jednak, że lepiej i wygodniej na takim akwenie używać jachtu z mieczem obrotowym.

Dodać należy, że w nowym modelu niezwykle łatwe jest obsługiwanie mieczów w obu wersjch. Są one poruszane z pomocą systemów hydraulicznych dedykowanych do tego typu urządzeń i obsługiwanych z pulpitu na konsoli sterowniczej. Miecz obrotowy w standardzie oparty jest na klasycznym systemie rolkowym (rolki łożyskowane wysokiej jakości), a hydraulika w mieczu obrotowym jest opcjonalna. W „szybrze” standardem jest hydraulika, która jest wyjątkową konstrukcją w tym modelu: w mesie przy opuszczonym mieczu nie ma żadnych dodatkowych pilersów, lin bądź żurawi do wyciągania miecza.

Na początek postanowiliśmy sprawdzić jego zachowanie i parametry na silniku. W testowanym egzemplarzu mieliśmy zamontowany stacjonarny Yanmar o mocy 29 KM z linią wału. Jacht na silniku zachowywał się doskonale, świetnie słuchając wszelkich ruchów sternika. Dodatkowym ułatwieniem jest ster strumieniowy na dziobie. Maksymalna prędkość na silniku przy 3100 obr./min wyniosła 13,8 km/h. Poziom hałasu na pokładzie w kokpicie nie przekroczył wtedy 70dB. Silnik praktycznie nie przeszkadzał w normalnej konwersacji. Przy 2000 obr./min prędkość wciąż była wystarczająco duża (ok. 10,5 km/h), głośność natomiast spadła do zaledwie 63 dB.

Po wypłynięciu na rozlewiska jeziora Mamry szybko uporaliśmy się z postawieniem żagli, dzięki dobrze działającym i ergonomicznie zamontowanym kabestanom i ruszyliśmy sprawdzać go na wietrze. Niestety nie było go zbyt wiele, stąd i nasze odczucia z pływania pod żaglami nie mogły dostarczyć maksymalnych emocji. Prędkość wiatru rzadko przekraczała 8 w, więc i jachtu nie mogła być zbyt imponująca. Przez większą część żeglugi utrzymywaliśmy 4 – 5 w i tylko w kilku szkwałach rozpędziliśmy go do ponad 6 – 7 w. Dla doświadczonego sternika jasne jest, że potencjał Maxusa 34 sięga wielu lepszych parametrów. Możemy się też opierać na wynikach osiągniętych w czasie testów certyfikacyjnych.

Maxus 34 – nasza ocena

Nie mieliśmy możliwości sprawdzenia jachtu w warunkach trudniejszych i bardziej ekstremalnych. Jednak bez problemu wyczuliśmy jego główne zalety. Tak więc przede wszystkim jacht zaimponował nam swoją wygodą i komfortem. I to zarówno w sferze wypoczynku załogi na postoju czy podczas żeglugi na krótkim lub długim dystansie, jak i przyjemności prowadzenia go przez sternika. Sterociągi ułatwiają poruszanie sterem, ale dobrze można wyczuć, że jacht jest neutralnie wyważony, nie ma żadnych „ciągot” do „ostrzenia” lub „odpadania”. W testowanym egzemplarzu mieliśmy sterociągi linowe.

Z prowadzeniem Maxusa 34 bez problemu poradzimy sobie nawet w żegludze samotnej, czy też z mniej wyrobioną załogą. Doprowadzenie szotów oraz zamontowanie dodatkowych kabestanów w pobliżu sterówki, doskonale ułatwiają także obsługę żagli. Dodajmy do tego w/w wspomaganie układu sterowania na sterociagach oraz do podnoszenia miecza i możemy ruszać w każdy rejs.

Jednak najbardziej zaimponował nam Maxus 34 jakością wykonania oraz użytych materiałów. Rzecz, o której jeszcze parę lat temu było zupełnie nie do pomyślenia w produkcji, jakby nie było, mazurskich jachtów. Maxus 34 nie tylko nie odbiega, ale w wielu elementach przewyższa konstrukcje renomowanych zachodnich marek jachtowych. 

Cóż, niech teraz konkurencja martwi się o „starcie” z naszym eksportowym produktem jachtowym.

Jedno jest pewne, „umarł Król, niech żyje Król, nowy Maxus 34 jest nie tylko flagowym żaglowcem Northmana, ale pewnym kandydatem do miana nowego „Króla Mazur”. I tą detronizacją Maxusa 33.1RS, stocznia zupełnie się nie martwi.

Już niedługo stocznia zaprezentuje model Maxusa 35, pełnomorskiego jachtu w wersji kilowej, certyfikowanego do oceanicznej klasy „A”. Już nie możemy doczekać się zaproszenie na testy. A może nowy model zainspiruje kogoś do poważnej wyprawy przez „Wielkie Wody”, tak jak to zrobił Szymon Kuczyński na małym Maxusie 22 przed paroma laty.

Tymczasem możemy potrenować w komfortowych warunkach i pełnej wygodzie na nowym Maxusie 34 na jeziorach lub bliskich wodach morskich. Zapewniona jest również wspaniała wodna przygoda, co oczywiście zależeć będzie również od nas samych. Jacht na pewno spełni wszystkie nasze wymagania.

Na koniec najważniejsze: jacht można przetestować i wypróbować w firmie czarterowej Ahoj Czarter w Węgorzewie!

Czyż nie piękna perspektywa!

Maxus 34 

Dane techniczne:

 Wersja mieczowo-balastowaWersja szybrowa
długość całkowita (ze stałą platformą)11,31 m11,31 m
długość całkowita (z platformą rozkładaną)11,55 m11,55 m
długość całkowita (bez platformy)10,68 m10,68 m
długość kadłuba  9,96 m  9,96 m
szerokość3,40 m3,40 m
zanurzenie min/maks.0,41 m/ 1,75 m0,9 m/1,9 m
masa 6200 kg6500 kg
powierzchnia żagli 55 m257 m2
powierzchnia foka 18 m218 m2
powierzchnia foka 110 % 22 m223 m2
Powierzchnia grota 33 m234 m2
Powierzchnia genakera 60 m263 m2
wysokość masztu nad KLW14,7 m15,2 m
moc silnika20 – 29 KM20 – 29 KM
maks. liczba osób załogi8 – 108 – 10
liczba koi8+28+2
zbiornik wody100 – 300 l100 – 300 l
zbiornik paliwa50 – 100 l50 – 100 l
zbiornik na fekalia50 – 130 l50 – 130 l
kategoria CEC10C10/B8
projektD&S Yacht Design
ProducentNorthman Stocznia Jachtowa
więcejwww.northman.pl 

Ekipa testowa: Stanisław Iwiński 

Pomiary prędkości przeprowadziliśmy w aplikacji iSailor, a głośności na decybelomierzu Voltcraft 200.

Tekst Stanisław Iwiński, zdjęcia i filmy materiały prasowe stoczni oraz archiwum Yachtsme.eu – St.Iwiński/S. Czarnocki.